PREZENTACJA KRONIKI WSI ROMNÓW

11 grudnia w siedzibie Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Kąckiej odbyła się prezentacja wydanej kroniki wsi Rommenau – Romnów i spotkanie z tłumaczem Waldemarem Jankowskim.

Historia powstania tej kroniki rozpoczyna się w roku 1936. Została ona spisana przez Niemkę Elisabeth Leder, żonę majora Ledera, zarządcy majątku Rommenau.  Na wstępie napisała ona tak:

 „Nie możemy wykazać się żadnymi zabytkami architektury czy sztuki, nie posiadamy nawet własnej świątyni. Tak więc Romnów powinien przynajmniej posiadać własną kronikę. Ona będzie naszym zabytkiem.”

Kronika kończy się z chwilą wkroczenia Armii Czerwonej do wsi i okolic, opisując okrucieństwa wojny z tym związane.

Księga ta przed wielu laty trafiła do Urzędu Gminy Kąty Wrocławskie i stąd do naszego stowarzyszenia. Jest to wartościowa pozycja opisująca życie ludzi na tych terenach przez wieki. Część oparta jest na starych dokumentach zebranych w archiwach Breslau. Warto to było wydać, chociaż trudności było sporo. Pierwszą okazał się fakt, że kronika napisana została ręcznie, nieznanym stylem pisma, od dawna już nieużywanym na terenie Niemiec, kolejną to, że nikt z naszego kręgu nie potrafił się podjąć takiego  tłumaczenia. O braku środków na wydanie nie wspomnę.

Pewnego razu do Regionalnej Izby Pamięci trafiło dwóch wędrowców uprawiających turystykę pieszą, którzy zainteresowali się tą kroniką. Kolega Janek Cisło pokazał im ją, pytając: warto by było wiedzieć, co tam jest napisane? Od słowa do słowa padła decyzja: skopiujcie to i ja spróbuję przetłumaczyć. Tak się zaczęła przygoda z tłumaczeniem, trwało to 2,5 roku, bo przecież Waldemar Jankowski tłumaczył w wolnych chwilach i co najważniejsze za darmo. Ja wykonywałem fotki kolejnych stron i posyłałem porcjami. Fotki robione telefonem bez flesza, by nie pogarszać stanu papieru. Do zademonstrowania oryginału kroniki prezes założył białe rękawiczki.

Tłumaczenie starego tekstu to wielka sztuka, wiele słów już nie jest używanych, dochodzą śląskie regionalizmy, archaizmy, czy określenia gwarowe, oraz lokalne  nazwy geograficzne. Wiele to pracy wymagało, by dopasowywać poszczególne słowa. Praca została wykonana mistrzowsko i z ogromnym staraniem, by zachować wierność tekstu.

W sobotę 11 grudnia prezes Andrzej Cichecki przyniósł do Regionalnej Izby Pamięci wydrukowane egzemplarze kroniki Romnowa wydanej po polsku. Odbyło się spotkanie z tłumaczem, było wiele pytań i wyjaśnień. Rozdano członkom stowarzyszenia i zaproszonym gościom świeżutkie egzemplarze, które na życzenie podpisywał autor tłumaczenia.

Kolejno udaliśmy się z tłumaczem do wsi Romnów, gdzie w świetlicy wiejskiej przy kominku odbyła się druga część spotkania. Tu pani sołtys Alina Piórkowska zaskoczyła nas przyjęciem (jak na małe wesele), na stołach pojawiło się  doskonałe jadło. Wyjaśniła małą frekwencję aktualną sytuacją sanitarną. Wioska liczy 105 mieszkańców. Przybyłym mieszkańcom rozdano egzemplarze kroniki opisującej przed laty miejsca, gdzie obecnie żyją.

Zainteresowana kroniką jest Niemka z Lubeki, która na starych fotografiach odnalazła tam swojego pradziadka i jego syna. Potomkowie Niemców często odwiedzają wieś Romnów i są nawiązane kontakty z obecnymi mieszkańcami.

Prezes, który przez lata usilnie zabiegał o wydanie tej kroniki i nie uległ problemom napisał na wstępie:

„… Mnóstwo osób poświęciło swój czas i włożyło ogrom pracy , aby powstała ta publikacja. Szczególne podziękowania chciałbym złożyć tłumaczowi Waldemarowi Jankowskiemu, oraz Wojtkowi Czopowskiemu, który pierwszy tę publikację czytał i na bieżąco korygował. Dużą zasługę mają też członkowie Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Kąckiej, a w szczególności: Stanisław Cały, Magdalena Klag, Jan Cisło i Zbigniew Kuriata….”

Waldemar Jankowski, pomimo obecnych kłopotów zdrowotnych, zdecydował się do nas dotrzeć tym razem na wózku, koleją z Krakowa. W podróży dzielnie towarzyszył pan Wojtek, z którym pieszo zwiedzili Polskę wzdłuż i wszerz. Dziękujemy!

Stanisław Cały. Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Kąckiej

Jeden komentarz


  1. Tłumacz Kroniki Romnowa napisanej po niemiecku Pan Waldek Jankowski z Krakowa wykonał dla naszego Stowarzyszenia niewiarygodny „kawał dobrej roboty”. Rzadko spotyka się takie zaangażowanie, w tym przypadku w tłumaczenie z języka niemieckiego pisanego odręcznie już nie spotykanym rodzajem pisma zwanego „Suetterlin” patrz: https://pl.wikipedia.org/wiki/Pismo_S%C3%BCtterlina . Dodatkową barierą były niemieckie śląskie regionalizmy, dialekt występujący na tym terenie czy niemieckie nazwy miejscowości itp. A co najważniejsze Pan Waldek wykonał to za przysłowiowy grosz.
    Kiedyś zapewne doczekamy się utworzenia naszej honorowej nagrody-odznaki Stowarzyszenia. Proponuję złotą z nr 1 dla tego Krakusa.

    ZbKu

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wykonaj działanie *